[Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Czekamy na wasze informacje o inwestycjach w mieście. Jakie firmy są wizytówką Rybnika?

Moderator: Moderator

[Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Pn, 8 cze 2015, 21:43

© Przygotowane i zaprojektowane przez p1chrunch.

Dzień dobry,

na wstępie zaznaczam, że chodzi mi o pewne odwrócenie niektórych reform gospodarczych i "czołobitności" wobec dużego biznesu w warunkach miejskich, na jego miejsce postulując rozwój spółdzielczości w mieście. Będę wrzucał pojedynczo podstawy do rozważań, które na pewien sposób będą się łączyły w całość. Zapraszam.


1) Zacznijmy od Skarbu Miasta, w tym przypadku Rybnika. Jego struktury tworzyłyby pewną macierz administracyjną z Radą Miasta, Wydziałem Spraw Społecznych UM, Wydziałem Zagospodarowania Przestrzennego UM i Urzędu Pracy. Ciałem przedstawicielskim byłaby Komisja Nadzorcza, złożona z delegatów powyższych ciał (i po 4 radnych z zarządu miasta i opozycji), zaś prace nad architekturą gospodarczą miasta prowadziłaby Komisja Majątku Miejskiego i Planistyki Gospodarczej, złożona z dwóch przedstawicieli Rady Miasta i przedstawicieli obu Wydziałów Urzędu Miasta. Dodajmy do Skarbu Miasta jeszcze Komisję Rewizyjną. Skład - podobny do Rewizyjnej z Rady Miasta, ale nie upolityczniony. Kompetencje - czuwanie nad realizacją i nad nieprzekraczalnością budżetu wyznaczonego na cele zakupu, utrzymania mienia i dotacji dla spółdzielni gospodarczej/przedsiębiorstwa społecznego, przyznawanej w wysokości zależnej od koniecznych zmian w gospodarce mienia.

Kompetencje Skarbu Miasta Rybnika sprowadzałyby się do:

- wykupu, uwłaszczania załóg pracowniczych i sprzedaży mienia niezamieszkanego, przekształconego zadaniowo, magazynowego (czyli także hipermarkety) lub opuszczonego;
- ewidencjonowania kwot utrzymania, jego przystosowania do konkretnych usług i odbudowy mienia, realizowanego przez RSK lub w ramach przetargu;
- określania roli nowego mienia w gospodarce miasta (np. magazyn stawałby się browarem albo np. rewitalizacja dla celów mieszkaniowych i oddanie go RSM) poprzez wspólną opinię zespołu architektonicznego KMMiPG, przedkładane jako projekt uchwały w Radzie Miasta,
- określania całościowego planu gospodarczego miasta w konkretnych perspektywach czasowych;
- rozwój konkretnych branżowo spółdzielczych firm/przedsiębiorstw społecznych na bazie wydzielonych przez Urząd Pracy zespołów pracowniczych, złożonych z bezrobotnych (każdy bezrobotny staje się akcjonariuszem spółdzielni w sposób otwarty - po czasie dotyczy to też kolejnych pracowników);
- ustalania sprawiedliwych warunków zatrudnienia na terenie mienia Miasta Rybnika (obecność stała pracownika PIP na terenie mienia miejskiego) z możliwością zatrudnienia dla osób bez doświadczenia, za przestrzeganie tych warunków nowe firmy otrzymują dotacje na rozwój w preferowanym przez miasto kierunku i niższe podatki.

Na podstawie umowy, zawieranej z bezrobotnymi, otrzymywaliby oni pełne prawa do mienia 10 lat po rozpoczęciu funkcjonowania z zyskami w zamian za pernamentne utrzymanie akcjonariatu pracowniczego i uwłaszczanie nowych pracowników.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez superelektro Wt, 9 cze 2015, 06:56

Wszystko to jakieś "przeregulowane". No i poza tym, to wszystko ma działać na zasadach rynkowych a nie ulg i dotacji. Jak to sobie wyobrażasz ? Komuś zabrać żeby innemu dać ? Nie ma lepszej metody nauczania czegokolwiek niż " rzucenie na głęboką wodę ". Albo nauczy się pływać albo utonie. Tworzenie firm wspomaganych kroplówkami z budżetu jest nie uczciwe wobec tych już działających którym nikt nie pomagał i nie pomaga. W przeciwnym razie będą nieuczciwą konkurencją w stosunku do już działających i spowodują ich upadek. Kiedy kroplówka się skończy same też upadną i tym sposobem zamiast rozwoju nastapi regres.
superelektro
 
Posty: 343
Dołączył(a): Wt, 20 wrz 2011, 13:59

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Wt, 9 cze 2015, 09:39

I o to tu chodzi. Nie widzę sensowności obecnego modelu, gdyż widzę dokładną odwrotność tego, o czym mówisz. Do tego wyzysk - 528 firm z 30 tys. w kraju ma rady pracownicze, pracownicy, pomimo dużej produktywności często są szantażowani i poddawani silnej presji psychicznej.

Warto na początek się wyleczyć z mitu pełnego zatrudnienia w gospodarce wolnorynkowej. Ładnie ilustruje to model Shapiro - Stiglitza.

Nie każdy mechanizm optymalizacji alokacji środków i mienia jest totalitaryzmem. Zwykle jest po prostu systemową racjonalizacją zarówno ludzkich, jak i firmowych decyzji, które, z powodu problemu koordynacji są niemożliwe do zoptymalizowania na poziomie jednostek i autorytatywnych decyzji szefostw przedsiębiorstw. Jeżeli jakaś instytucja zwiększa dobrobyt społeczeństwa, zmniejsza straty, ryzyko – i związane z tym cierpienie – należy ją wprowadzić – niezależnie, czy jest rok 1945, czy 2012 – nawet jeśli osoby zindoktrynowane przez neoliberałów nazwą to "stalinizmem"/"komunizmem"/"socjalizmem" czy "totalitaryzmem". Tu dotyczy to pomocy dla gospodarki w mieście, którą sektor publiczny jest w stanie wykonać w taki sposób, w jaki to opisałem, i nie tyle poprzez sprzedaż gruntów Wielkiemu Biznesowi, jak to robił Adam Fudali z hipermarketami, ale poprzez prostą pomoc bezrobotnym w postaci wykupu, określenia funkcji gospodarczej mienia, modernizacji w/g określonej funkcji, dotacji jednorazowej na działalność spółdzielczą i nadania im mienia przez biznesowy plan, tworzony przez miasto i modyfikowany do realiów i ustalenie, które działy gospodarki w Rybniku nie funkcjonują lub raczkują i urzędowe (na poziomie Skarbu Miasta) skonfrontowanie tego stanu rzeczy z wykształceniem poszczególnych bezrobotnych i posortowaniem ich w grupy pracownicze. A to jeszcze nie jest całość modelu, który chciałem zaprezentować.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez superelektro Śr, 10 cze 2015, 07:20

Nie zgodzę się. Wolny rynek nie toleruje próżni więc raczej wcześniej niż później ktoś zaskoczy gdzie jest luka i ją wypełni. A żeby Ci to uzmysłowić posłużę sie przykładem. Obok mnie właśnie zwolnił się lokal w którym przez rok działała herbaciarnia. Załóżmy że ktoś w nim uruchamia interes jak mój. Ponieważ jest dotowany może stosować znacznie niższe ceny. W efekcie ja będę musiał zamknąć mój fituliten gescheft. Kiedy dotowanie się skończy konkurent również zamknie gdyż nie zahartowany nie poradzi sobie na wolnym rynku. Jaki będzie efekt ? Nawet nie licząc ulg i dotacji ujemny. Gdyż zniknął punkt handlowy. To można odnieść do każdej branży nie tylko do handlu. Czy o to Ci Chodzi ? Wydać pieniądze aby wydać i nie uzyskać pożądanego efektu ? Zero socjalu, zero interwencjonizmu. Jedynym ułatwieniem jakie bym, dopuścił to dostęp do kredytu. I to nie tych groszy jakie obecnie można wyżebrać, ale do kredytu który pozwolił by uruchomić działalność na odpowiednim poziomie, obojętnie czy zainteresowany chciał by 5, 50, 500 tysięcy czy 5 mln. Ale do spłaty. Żadnych dotacji. Wszyscy mają działać według takich samych prostych reguł. Wolny rynek załatwi resztę.
superelektro
 
Posty: 343
Dołączył(a): Wt, 20 wrz 2011, 13:59

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez anty.fudali Śr, 10 cze 2015, 08:36

Też dołączę do krytyki przedstawionego modelu. Przykro mi,ale nie ma opcji,żeby działało dobrze coś,w czym to od jakiegoś urzędnika zależy,jak ma działać wybrana firma. Nie ma takiej opcji,bo zwykle urzędnik totalnie się na tym nie zna ani nie ma w tym żadnego interesu. Prawda jest taka,że tylko osoba,która inwestuje swój czas i ryzykuje swoimi pieniędzmi,może podejmować właściwe biznesowe decyzje. Tylko ona,bowiem to ona odpowiada za ewentualne błędy i to ona ma interes w tym,by błędów nie popełniać. Do podanego przez Superelektro przykładu z dotacjami,ja dorzucę przykład z obniżonym ZUSem. W teorii miało to ułatwić otwieranie nowych firm. W praktyce ... firma działa tylko do czasu,dopóki ZUS jest obniżony, później jest przenoszona na osobę,która sama może pracować gdzie indziej,ale w teorii zakłada firmę i korzysta z ulgi. W rzeczywistości firmę prowadzi pracownik zatrudniony np. na 1/8 etatu. Czasem aż bywa ciężko znaleźć osobę,która jeszcze ma prawo do tej ulgi. Ale oczywiście w statystykach rządzący mogą się chwalić,ile to firm działa. Z przykładów lokalnych idealnie nadaje się sytuacja deptaka. Ponoć szumna rewitalizacja miała poprawić sytuację przedsiębiorców,w rzeczywistości nie przyniosła nic dobrego,czego potwierdzeniem jest chociażby masa pustych/likwidowanych sklepów na Powstańców. Trudno żeby przyniosła,skoro urzędnik uważa,że brak normalnego dojścia do sklepu przez kilka miesięcy to "niemożliwa do uniknięcia niedogodność inwestycji".
anty.fudali
 
Posty: 121
Dołączył(a): Śr, 27 sie 2014, 10:52

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez rzyt Pt, 12 cze 2015, 13:59

Niczego nie trzeba zmieniać wystarczy być tylko porządnym człowiekiem. Porządny człowiek-pracodawca wie jak ma postępować wobec porządnego człowieka-pracownika. Wszelakie próby regulowania wszystkiego kończą się rewolucją małą lub dużą; teraz mamy tego przykłady kiedy wielu pamięta świetlane plany zamiany świata w komunistyczny raj czyli każdemu tyle dać ile potrzebuje... Ale ten absurd został wyleczony "rynkiem" i liberalizmem gospodarczym, które także sobie nie poradziły z prymitywnymi cechami takimi jak nieograniczona chciwość i żądza władzy. Demokracja została zastąpiona partiokracją, gdzie interes partii przedkłada się ponad interes państwa / vide: pseudo rezygnacja Sikorskiego /. Co nam da zamiana polityka partyjnego na urzędnika także dyspozycyjnego lub w żargonie zwanego "rozgrzanym". Po co zmieniać model gospodarki na proponowany, gdy nie ma tzw. trzeciej władzy czyli sądownictwa z przyległymi organami porządkowymi. Dam taki przykład z życia gospodarczego; banki lobują o obniżenie kwoty obrotu gotówkowego pomiędzy podmiotami gospodarczymi, by mieć z tego konkretne profity. Co to znaczy dla biznesu? Musisz dać fakturę z terminem zapłaty i już masz problemy. Kontrahent bardzo często zapomina zapłacić i wtedy zwracasz się do sądu gospodarczego o nakaz zapłaty. Trwa to w Rybniku około 3 lata, a dłużnik już dawno pozbył się jakiegokolwiek majątku by komornik mógłby coś ściągnąć. I tak w końcu dostajesz od komornika decyzję o niemożności ściągnięcia i możesz sobie tą straconą kwotę, od której zapłaciłeś VAT i podatek wpisać w koszty prowadzonej działalności skutecznie obniżając dochodowość firmy, a co za tym idzie podatek dochodowy należny fiskusowi. Ale to nie koniec problemów, bo przedsiębiorcy trafił się dobry kontrakt i potrzebuje kredytu bankowego, którego nie może dostać, bo ..... ma za małą dochodowość w swojej firmie.
Druga strona działalności firmy to należności wobec skarbu państwa, które muszą być realizowane bez zwłoki, bo komornik w terminie dwóch tygodni już się upomina o to. Jak to jest z równym traktowaniem wszystkich podmiotów i obywateli zagwarantowane Konstytucją RP? Nie ma też równości w stosunkach pracodawca - pracownik, kiedy dochodzi do porzucenia przez pracownika pracy i narażenie firmy na stratę. Pokażcie jakie konsekwencje ponosi wtedy pracownik?
Pozdrawiam
rzyt
 
Posty: 19
Dołączył(a): N, 1 sty 2012, 12:44

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez adamb So, 13 cze 2015, 12:45

superelektro napisał(a):Komuś zabrać żeby innemu dać ?

Przecież to już było i się nie sprawdziło :wink:
Avatar użytkownika
adamb
 
Posty: 975
Dołączył(a): So, 14 sty 2006, 17:09

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Śr, 17 cze 2015, 22:19

Internet nie znosi próżni, a nie wolny rynek, to już prędzej. Nie wiem, mnie tam jednak bliżej do myśli Eugeniusza Kwiatkowskiego, Czesława Bobrowskiego, Nasiłowskiego, Beksiaka... generalnie do całej przedbalcerowiczowskiej myśli ekonomicznej, kiedy mieliśmy normalne ministerstwa handlu i gospodarki (pamiętajcie - teraz mamy jednolity rynek, sterowany ręką jednego komisarza!), politykę socjalną i gospodarczą, gdzie mieliśmy plany, określające też sposób działania gospodarki. Chile miały nawet modernizację systemu planistycznego przez jego automatyzację i komputeryzację, zupełnie pominiętą przez pozostałe kraje demoluda, ale pozostawiały też działającą drobną własność prywatną. Chiny też pozostawiły elementy polityki planistycznej i cztery banki pod państwową kontrolą, a teraz idą zasiedlać Ujgur i Tybet. Idźcie pogadać z kimkolwiek, to ci powie, że nikt nie lubi kredytów (tak mówi moja rodzina!) i że powinien być rozdział własności prywatnej od możliwości jej kumulowania względnie nadużywania wobec kogokolwiek, czego przejawy masz w dokumencie o nazwie TTIP. Polska po przystąpieniu do Unii Europejskiej (analizując do dzisiaj) ma wzrost gospodarczy w wysokości 0,7% PKB. Żeby udowodnić, że to nic nie dało, to powiem, że sam drenaż kapitału zagranicznego wzrósł z 4 do 80 mld zł. O niskich podatkach możesz pan zapomnieć, bo to jeszcze pogorszy sytuację i negatywnie wpłynie na poszczególne szczeble administracji i zarządzanie nad dobrem publicznym. Ja tam zadowolę się zastąpieniem VAT kierunkowym podatkiem oddłużeniowym o podobnych funkcjach, działającym do czasu oddłużenia kraju i umorzenia do 51 - 70% długu.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Śr, 17 cze 2015, 23:10

Też dołączę do krytyki przedstawionego modelu. Przykro mi,ale nie ma opcji,żeby działało dobrze coś,w czym to od jakiegoś urzędnika zależy,jak ma działać wybrana firma. Nie ma takiej opcji,bo zwykle urzędnik totalnie się na tym nie zna ani nie ma w tym żadnego interesu. Prawda jest taka,że tylko osoba,która inwestuje swój czas i ryzykuje swoimi pieniędzmi,może podejmować właściwe biznesowe decyzje. Tylko ona,bowiem to ona odpowiada za ewentualne błędy i to ona ma interes w tym,by błędów nie popełniać. Do podanego przez Superelektro przykładu z dotacjami,ja dorzucę przykład z obniżonym ZUSem. W teorii miało to ułatwić otwieranie nowych firm. W praktyce ... firma działa tylko do czasu,dopóki ZUS jest obniżony, później jest przenoszona na osobę,która sama może pracować gdzie indziej,ale w teorii zakłada firmę i korzysta z ulgi. W rzeczywistości firmę prowadzi pracownik zatrudniony np. na 1/8 etatu. Czasem aż bywa ciężko znaleźć osobę,która jeszcze ma prawo do tej ulgi. Ale oczywiście w statystykach rządzący mogą się chwalić,ile to firm działa. Z przykładów lokalnych idealnie nadaje się sytuacja deptaka. Ponoć szumna rewitalizacja miała poprawić sytuację przedsiębiorców,w rzeczywistości nie przyniosła nic dobrego, czego potwierdzeniem jest chociażby masa pustych/likwidowanych sklepów na Powstańców. Trudno żeby przyniosła,skoro urzędnik uważa,że brak normalnego dojścia do sklepu przez kilka miesięcy to "niemożliwa do uniknięcia niedogodność inwestycji".



Wystarczy zobaczyć, że jeśli firma do ZUS nie dokłada, to system się musi znowu wyrównoważyć - ergo, jak robisz na czarno - to nie dostajesz emerytury, a inni przedsiębiorcy też tracą - na wyższych składkach, więc do emerytury pracownikowi dokładać trzeba, żeby było dobrze i wysokich składek nie było. Niestety, ale zatrudniając na lewo tracą na tym wszyscy, z wyjątkiem twojego CV. Takie koszty. Do tego masz czasem nagminne łamanie praw pracowniczych (jak miałem pracować w Invencie, przeraziła mnie kara 300 (!) zł za niedopełnienie obowiązków, na mój gust zbyt wysoka) Stąd postulaty likwidacji śmieciówek i umów cywilnych. Do tego masz problemy mieszkaniowe - za komuny mogłeś mieć oszczędności, starczające na pół mieszkania, dziś masz mieszkania, no ale na kredyt, więc to nie jest społeczne rozwiązanie - może wspólnoty budowlane byłyby rozwiązaniem problemu, o czym jeszcze napiszę. To samo z samochodami i ze wszystkim. To sprawia, że mamy niż demograficzny. To co jest obecnie, to zaniknie dość szybko, a że system musi się wyrównoważać MIMO niżu, to emerytury będą maleć (przewidywane jest 530 zł w 2050 r, jeśli nie wprowadzimy planistyki gospodarczej najszybciej, jak się da). IMHO na system ubezpieczeń społecznych nie narzekano w PRL i II z racji wyżu demograficznego, uwarunkowanego rozwojem przemysłu i polityki mieszkaniowej. Pokażę to w innym temacie na forum, gdzie zresztą przeniosę dyskusję.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Śr, 17 cze 2015, 23:13

Niczego nie trzeba zmieniać wystarczy być tylko porządnym człowiekiem. Porządny człowiek-pracodawca wie jak ma postępować wobec porządnego człowieka-pracownika.


Zbyt piękne, żeby było prawdziwe.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Cz, 18 cze 2015, 00:05

Prawo musiałoby wówczas zakładać pernamentną kontrolę zakładów pracy przez PIP i 250 tys. (we Francji 250 tys. euro, w Polsce na dzisiaj - TYLKO 5 tys. (!)) złotych kary za mobbing i zwlekanie z pensją, co pozwoliłoby na zmianę zapatrywań na pracownika jako kogoś, wkładającego swoją pracę w zakład, a więc formalnie rzecz biorąc - dającego pracę i kapitałobiorcę.

Wracamy jednak do punktu nr 2. Będzie zalatywać dystrybucjonizmem gospodarczym nawet, a dystrybucjonizm zakłada wzajemną pomoc państwa i sektora prywatnego w obie strony nawet, ale to robię celowo, by pokazać, że można inaczej, niż liberalizmem chicagowsko - wiedeńskim. Że można polską drogą, jak za Kwiatkowskiego i Zaleskiego. Drogą Polskiej Interwencjonistycznej Szkoły Ekonomicznej.

2) Sektor spółdzielczy, Zjednoczenia Przemysłowe, Indeks Branżowy Urzędu Miasta i współdziałanie ze Skarbem Miasta, czyli w kupie siła.

Urząd Miasta tworzyłby dla celów informacyjnych i technicznych Indeks Branżowy, służący do grupowania poszczególnych małych przedsiębiorstw w branże, przyporządkowane ich kompetencjom. Czyli budowlane, samochodowe, informatyczne, etc. Następnie proponowałby poszczególnym firmom z danej branży zakładanie spółdzielni w obrębie miasta. Celem tego jest rozłożenie się kosztów jej przyszłego rozwoju na korzystny bilans dla wszystkich przedsiębiorców ją tworzących, a także stworzenie podstaw do funkcjonowania spółdzielni o dużym potencjale innowacyjno - rozwojowym, np. warsztaty z całej gminy, czyli Rybnika, skupione w spółdzielni mogłyby kupić fabrykę i produkować auta z rozłożeniem kosztów długu na wszystkich swoich spółdzielców, a sklepy komputerowe mogłyby stworzyć wspólną dystrybucję i produkcję programów i gier. Tendencję tą obserwujemy w przemyśle spożywczym Rybnika, gdzie dużo lokalnych sklepików przebranżowiło się w sieciowe franczyzy ABC, Małpki Express czy Żabki, by nie stracić klientów. Od Skarbu Miasta (i tymczasowo z UE, gdyż docelowo to wiemy, jak będzie) spółdzielnie dostawałyby dotacje na innowacje technologiczne na kredyt bezprocentowy, umarzany po roku czasu, jeśli innowacja została wcielona. Powstawałyby rady pracownicze, złożone z pracowników spółdzielni, obejmujące oprócz właścicieli swoich zakładów zwykłych pracowników, których praca byłaby traktowana jako ich własność, traktowana na równi z mieniem spółdzielców, co miałoby zalety, gdyż wyrównywałoby to ich pozycję negocjacyjną ws. pracy i godnego traktowania.

To tak na dobry początek.

Z czasem powstałyby zjednoczenia poszczególnych spódzielni z poszczególnych branż, artykułujących swoje interesy i potrzeby, dzięki czemu Skarb Miasta z Urzędem Pracy mógłby określać łatwiej stan gospodarki w mieście i prognozować potrzeby na pracowników. To był błąd neoliberałów z 1989 - likwidacja zjednoczeń i brak ochrony raczkujących gałęzi gospodarki. Pokazuje to wywiad z koreańskim prof. ekonomii - Ha Joon Changiem:

LINK.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Cz, 18 cze 2015, 00:21

[quote=Ha Joon Chang]
Cały czas mówimy o ekonomistach jako o jednym plemieniu. A przecież to profesja wewnętrznie podzielona jak żadna inna.

O, tak! Dzieje się tak dlatego, że ekonomia nie jest nauką ścisłą, która może się oprzeć na wiedzy pewnej. Dlatego pozostają interpretacje. A ponieważ interpretacje mogą być skraje różne, więc rodzą się gorące spory. Nieraz idzie naprawdę na noże.

Jak normalny człowiek ma się w tym chaosie połapać?

Wystarczy, że będzie świadom istnienia dziewięciu podstawowych szkół ekonomicznych.

Aż dziewięciu?! To nie jest tak, że wszystko sprowadza się do sporu wolnorynkowców z etatystami?

Gdyby to było takie proste, nie musiałbym pisać książki „Ekonomia. Instrukcja obsługi”! Moim zdaniem najważniejszych szkół jest dziewięć. I każda z nich ma trochę racji, a jednocześnie każda się trochę myli. Jak to w życiu.

Od czego zaczniemy?

Zacznijmy od szkoły klasycznej. To tradycja myślenia wywodząca się od Szkota Adama Smitha i kontynuowana w XIX w. przez Anglika Davida Ricardo czy Francuza Jeana Baptiste’a Saya. To oni wymyślili „niewidzialną rękę rynku” i byli zdecydowanymi zwolennikami wolnego handlu. W jednym zdaniu ich przesłanie można podsumować tak: wolne rynki są dobre, bo konkurencja dyscyplinuje wszystkich uczestników gry. Dlatego niech nikt tego mechanizmu nie rusza, bo go popsuje.

To myślenie dość popularne w polskiej publicystyce ekonomicznej.

Ono ma jednak parę słabych punktów. Klasycy generalnie nie potrafią radzić sobie z kryzysami i z problemami społecznymi, takimi jak bezrobocie. Każą się tym zjawiskom bezczynnie przyglądać, jakby to był jakiś dopust boży. Bo my, śmiertelnicy, zaradzić im i tak nie możemy.

Pesymiści.

I trochę niedzisiejsi. Poza tym myśl klasyczna – stworzona w czasach rewolucji przemysłowej – ma już jednak swoje lata. Dlatego gdzieś po drodze wykiełkowała z niej tradycja neoklasyczna. Jej najważniejszy przedstawiciel to zmarły w 1924 r. Alfred Marshall, guru angielskiej, a co za tym idzie – światowej ekonomii pierwszej ćwiartki XX w.

Co mówią neoklasycy?

Oni uważają, że jednostka wie, co robi. I dlatego nie należy uszczęśliwiać jej na siłę. Duch neoklasyczny jest w ekonomii obecny do dziś. To od nich pochodzi na przykład kluczowe w ekonomii pojęcie użyteczności. Czyli subiektywnego zadowolenia homo oeconomicus z rzeczy, które mu się przytrafiają. Według neoklasyków człowiek to jest taka racjonalna maszyna, która cały czas goni za tym, by tej użyteczności mieć jak najwięcej. A gospodarka to suma takich właśnie maszynek.

I to jest – jak rozumiem – jednocześnie słaby punkt podejścia neoklasyków do ekonomii.

Tak. Bo wystarczy rozejrzeć się wokół siebie. Czy widzimy tam takie racjonalne maszynki goniące za maksymalizacją swojego egoistycznego interesu?

Czasem tak, a czasem nie.

No właśnie. Czy bankowcy pompujący bańkę na rynku nieruchomości przed rokiem 2008 działali racjonalnie, czy głupio? Czy gospodarka dobrze na tym wyszła? Kilka takich pytań i całe neoklasyczne rozumowanie zaczyna się chwiać. Do tego dochodzi jeszcze zarzut natury klasowej. To znaczy, że neoklasycy są obrońcami status quo. Jesteś bogaty? Widocznie zasłużyłeś! Jesteś biedny? Pewnie byłeś głupi i leniwy! To dlatego neoklasyków więcej na wyższych partiach drabiny społecznej. A im niżej, tym jest ich mniej.

I tak dochodzimy do kolejnej szkoły ekonomicznej, czyli marksizmu.

Jej przedstawiać aż tak bardzo nie trzeba. Sedno marksizmu tkwi w przesłaniu: kapitalizm to znakomite narzędzie rozwoju ekonomicznego. Ale upadnie. Bo jest oparty na wyzysku. I ci wyzyskiwani w końcu upomną się o swoje interesy.

No i upomnieli się!

I tak, i nie. Bo historia pokazała, że Marks miał i ma nadal wiele racji w punktowaniu słabości kapitalizmu. Ale w jednym go nie docenił. Nie przewidział, że będzie on w stanie tak się przepoczwarzać, by uniknąć wielkiej rewolucji komunistycznej na szeroką skalę.

Dzięki czwartej szkole, czyli keynesizmowi.

Dlatego trudno powiedzieć, czy keynesizm jest lewicowy, czy raczej konserwatywny. Bo z jednej strony forsuje on konieczność stworzenia takich mechanizmów, które przesuną środki od bogatych w kierunku biednych. Głównie w formie rządowej interwencji w gospodarkę. Jednak z drugiej strony keynesiści stawiają na redystrybucję nie dlatego, by raz na zawsze zniwelować podziały społeczne. O, nie! Oni nie są marksistami. Chcą tylko, żeby biedniejsi mieli środki, które pozwolą im na kupowanie produktów tworzonych przez kapitalistów. Żeby te pieniądze mogły do nich wrócić. Keynesizm jest więc szkołą pokojowego zmniejszania nabrzmiałych problemów społecznych. Ale nie rości sobie ambicji do ich rozwiązania raz na zawsze.

A słabe strony Keynesa?

Skupienie się na krótkim okresie. Keynes jest autorem słynnej frazy, że „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”. I to była wielka siła jego szkoły, bo ona nie pozwalała chować głowy w piasek, gdy gospodarką wstrząsała recesja. Ale to miało też swoje negatywne strony. Bo stosowany zbyt długo keynesizm rodzi skostnienie. Jest raczej słaby w radzeniu sobie z długofalowymi problemami: skutkami postępu technologicznego albo wypaczania się instytucji.

Jak Keynes, to i jego główny rywal – Friedrich von Hayek. Czyli szkoła austriacka. O co im – jednym zdaniem – chodziło?

Austriacy mówią: nie ma takiej instytucji, która byłaby w stanie przetworzyć wszystkie informacje od nabywców i sprzedawców. Dlatego najlepiej zostawić wszystko rynkowi. Szkoła austriacka była dzieckiem swoich czasów. Miała być odtrutką na próby zaprowadzenia centralnego planowania. Jej popularność w USA – począwszy od lat 70. – wiązała się również z ponownym zaostrzeniem zimnej wojny. Bo każdy pocisk, który można było odpalić w znienawidzony Związek Radziecki, był dobry.

Wyczuwam ironię.

Szkoła austriacka jest tyleż spójna, ile oderwana od rzeczywistości. Hayek był bowiem radykałem. W swoim sztandarowym dziele „Droga do niewolnictwa” pisał wręcz, że każda interwencja rządu w gospodarkę wprowadza kraj na równię pochyłą wiodącą wprost do socjalizmu. Podkreślam słowo „każda”. Rzecz w tym, że nie ma świecie kraju, w którym rząd zupełnie wycofał się z gospodarki. I nigdy nie będzie. Bo to by był jakiś horror.

Szkoły, o których do tej pory mówiliśmy, są dość znane. Te mniej oczywiste zostawił pan na koniec.

Moim zdaniem najważniejszą spośród niedocenianych szkół ekonomicznych jest ekonomia rozwoju. Pokazuje ona świat z nieco innej perspektywy niż te poprzednie. To jest optyka krajów biednych i słabo rozwiniętych. Takich jak pańska ojczyzna Polska i moja – Korea.

Korea trochę jednak bogatsza.

Ale nie zmienia to faktu, że gdyby Korea przyjęła bezkrytycznie popularną na Zachodzie opowieść o tym, że droga do rozwoju ekonomicznego wiedzie przez maksymalne otwarcie swojej gospodarki, to tkwili byśmy do dziś na peryferiach światowej gospodarki. I to jest właśnie główne przesłanie ekonomii rozwoju. Dowodzi, że kraje zacofane nie rozwiną się nigdy, jeżeli zdadzą się tylko na rynek. Bo ten zawsze premiuje silniejszych. Wbrew pozorom tego typu myślenie nie zrodziło się w Korei, Japonii ani w Chinach.

Tylko gdzie?

W średniowiecznej Anglii. W renesansowych Włoszech. A potem w USA po zwycięskiej wojnie o niepodległość.

To Ameryka nie była od początku swego istnienia wolnorynkowym rajem?

To jeden z największych mitów historii gospodarczej. Amerykanie stali się promotorami wolnego handlu, gdy już poczuli, że mogą sobie na to pozwolić. Ale wcześniej należeli do największych zwolenników ekonomicznego protekcjonizmu. Takie podejście wymyślił sekretarz skarbu Alexander Hamilton.

Ten z banknotu dziesięciodolarowego.

Ten sam. On jest autorem koncepcji „raczkujących gałęzi przemysłu”, które państwo musi chronić z pomocą wszystkich dostępnych środków: barier celnych, a – jeśli zajdzie taka potrzeba – nawet metodami wojskowymi. A dopiero gdy przemysł się rozwinie, może się boksować na bardziej otwartych rynkach. Mówiąc krótko, Hamilton był ojcem tej samej koncepcji, z którą 200 lat później walczyły ulokowane w Waszyngtonie instytucje finansowe: MFW i Bank Światowy.

Dużo tego wszystkiego się robi. Jakie szkoły nam jeszcze zostały?

Ważna jest też szkoła schumpeterowska. Jej guru Joseph Schumpeter też był Austriakiem. Ale z Hayekiem łączyło go niewiele. Schumpeter był trochę jak Marks. Bo też przewidywał, że kapitalizm wpadnie w kłopoty. Choć nie z powodu rosnących różnic społecznych. Zdaniem Schumpetera firmy będą rosły i rosły, aż w końcu staną się niewydolnymi biurokratycznymi potworami. Niezdolnymi do wygenerowania jakichkolwiek innowacji.

Miał wiele racji.

Ale nie sprawdziła się jego główna przepowiednia – kapitalizm nie upadł. Bo kapitalizm i na tym polu okazał się sprytniejszy. Wytworzył mechanizmy samonaprawy. Na przykład na polu innowacji wielkie koncerny zaczęły współpracować z rządem. I to w ten sposób powstaje dziś większość przełomowych odkryć, które ciągną gospodarkę do przodu. Wystarczy wspomnieć internet.

Czy to już wszyscy?

Skąd. Możemy jeszcze wspomnieć o szkole instytucjonalnej i szkole ekonomii behawioralnej. Obie są wynikiem niezgody na ograniczanie ekonomii tylko do spojrzenia szkoły klasycznej i szkoły neoklasycznej. Czyli sprowadzania ludzi do tych racjonalnych i egoistycznych maszynek, które gonią jedynie za maksymalizacją użyteczności.
[/quote]

I zabójcze podsumowanie: :D

Mamy zatem dziewięć szkół...

A teraz pora uświadomić sobie, że w praktyce nigdy nie mamy do czynienia z tylko jedną z nich. Zawsze to będzie koktajl złożony z różnych szkół i tradycji.

To dobrze?

Bardzo dobrze. Dlatego na podręcznikach ekonomii powinno się zawsze znajdować ostrzeżenie: „Wypicie tylko jednego składnika surowo wzbronione. Może prowadzić do arogancji, a nawet martwicy intelektualnej”.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Wt, 30 cze 2015, 19:49

I pamiętajcie - sprzeciw wobec likwidowania lub krępowania własności prywatnej licznymi przepisami nie jest jeszcze tym samym, co proklamacja jej „świętego”, „nienaruszalnego” i „absolutnego” charakteru. Ba, Kościół protestował nawet przeciwko koncentracji ziemi w rękach wielkich koncernów produkcyjnych w Ameryce Łacińskiej, jak np. Gwatemala, Wenezuela, Brazylia, Meksyk, Kuba, czy Chile, wszystko między latami 60 XIX w i 1989 r, w czasach doktryny Monroego. Obecny przypływ Latynosów do USA, to reperkusje związnane z ich dawną działalnością. To samo w kwestii powyższej doktryny. Słowem: sprzeciw wobec herezji komunizmu i socjalizmu nie musi jeszcze oznaczać imprimatur dla skrajnego ekonomicznego liberalizmu. Gdy przyjrzymy się z bliska katolickiemu nauczaniu o wolnym rynku dostrzeżmy jak na dłoni, że nie może ono zadowolić żadnego libertarianina.

Popatrzmy chociażby na wiekopomną encyklikę Leona XIII „Rerum Novarum”. Papież ów wprost odrzuca pogląd, jakoby państwo miało prawo interweniować tylko w wypadku, gdy złamana zostaje obustronnie zawarta pomiędzy pracodawcą a pracownikiem umowa. Leon XIII stwierdza tam, iż sam fakt zawarcia takiej umowy nie wystarcza, by mówić o sprawiedliwych warunkach pracy. Encyklika „Rerum Novarum” wymienia otwarcie szereg przypadków, w których uprawniona jest interwencja państwa w relacje pomiędzy pracodawcą, a pracownikami, nawet wówczas, gdy z punktu widzenia zawartej między nimi umowy wszystko wydaje się przebiegać prawowicie. Leon XIII pośród przypadków takiej uprawnionej interwencji władz cywilnych w życie ekonomiczne wymienia między innymi:

- rozluźnianie naturalnych związków rodzinnych wśród robotników,
- zadawanie gwałtu religijności robotników przez odmawianie im sposobności do spełniania obowiązków względem Boga,
- zagrożenia dla moralności, wynikające z pomieszania osób różnej płci lub z innych pokus do grzechu,
- obarczanie pracowników nadmiernymi ciężarami lub narzucanie innych, niegodnych człowieka warunków pracy,
- szkodzenie zdrowiu przez pracę nad siły lub zmuszanie do pracy niestosownej dla wieku lub płci,
- zbyt niskie w stosunku do włożonej pracy płace.

„Rerum Novarum” naucza też: „Chociaż więc pracownik i pracodawca wolną z sobą zawrą umowę, a w szczególności ugodzą się co do wysokości płacy, mimo to jednak ponad ich wolą zawsze pozostanie do spełniania prawo sprawiedliwości naturalnej, ważniejsze i dawniejsze od wolnej woli układających się stron, które powiada, że płaca winna pracownikowi rządnemu i uczciwemu wystarczyć na utrzymanie życia”. Encyklika dodaje przy tym, iż również za parawanem obustronnie zawartej umowy może kryć się gwałt zadawany sprawiedliwości, przeciw któremu należy wykorzystać powagą praw państwowych. To nauczanie Leona XIII zostało potwierdzone w innych późniejszych dokumentach Magisterium i potwierdził je Jan Paweł II w encyklice "Centesimus Annus". W Kompendium Katolickiej Nauki Społecznej czytamy poza tym, że własność prywatna nie jest ani „nienaruszalna”, ani „absolutna”, zaś władze cywilne co prawda nie powinny interweniować w zakresie ekonomii, natrętnie, ale również winny się strzec czynienia tego w sposób „znikomy”.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Pn, 28 wrz 2015, 11:54

http://www.dystrybucjonizm.pl/prof-rafa ... beralizmu/

"Wynika to z przyjmowania, dosyć zresztą apodyktycznie narzucanego, ekonomistycznego punktu widzenia czego świadectwem bywa akceptacja marksistowskiego w gruncie rzeczy poglądu, że „najważniejsza jest gospodarka”, determinuje to zaś konieczność aprobaty mniemania, iż stosunek do liberalizmu gospodarczego w układzie prawica-lewica stanowi cechę diakrytyczną. Jeżeli już natomiast konserwatysta-liberał przyjmuje do wiadomości, iż w praktyce nie wszystkie efekty liberalnej gospodarki są zbawienne dla człowieka, rodziny czy społeczeństwa, że system ten posiada również pewne niedostatki, to standardową odpowiedź na ten zarzut stanowi argument, iż nie jest to wynik jego strukturalnych wad, a dzieje się tak tylko dlatego, że liberalizm jest jeszcze za mało liberalny. Parafrazując słynne powiedzenie Henry’ego L. Menckena nt. demokracji okazuje się, iż najlepszym lekarstwem na liberalizm jest więcej liberalizmu. Ściśle łączy się z tym zjawiskiem lekceważenie, a nawet sui generis idiosynkrazja wobec nauki społecznej Kościoła. Postrzegana jest jako nowoczesny wymysł, jak gdyby św. Augustyn czy Doktor Anielski nie poświęcali tej kwestii również sporo miejsca, spotkać można niejednokrotnie zarzuty o socjalnym nachyleniu nauczania papieskiego w tym względzie, nie liczeniu się zupełnie z realiami społeczno-gospodarczymi, niekompetencji czy też opinie artykułowane nawet ze strony najbardziej zagorzałych tradycjonalistów, iż nie jest to nauczanie nieomylne, które katolik byłby zobowiązany podzielać. Nie stanowi to bynajmniej jakiegoś signum temporis, już bowiem w encyklice Divini Redemptoris Pius XI ubolewał, iż tego rodzaju postawa oraz implikowane przez nią „…postępowanie niektórych katolików przyczyniło się do osłabienia wśród robotników zaufana do religii Jezusa Chrystusa".

Zapraszam i polecam przeczytać.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: [Projekt] Model gospodarki socjalno - interwencjonistycznej.

Postprzez p1chrunch Pt, 23 paź 2015, 19:55

Poniższy problem był już dyskutowany na Forum Gieksy, Nacjonaliście, czy też Trzeciej Drodze i narósł w wyniku umów handlowych i stworzenia państw afrykańskich bez jakichkolwiek elit narodowych, (za wyjątkiem etiopskiej i burskiej) proszę bardzo, wklejam łącze, przeczytajcie:

Pozaeuropejska imigracja jako sojusznik kapitalizmu.

(...)

Generalnie zatem sytuacja wewnętrzna krajów nie tylko Afryki, ale całego Trzeciego Świata jest jedną z ważnych ekonomicznie przyczyn napływu imigrantów do Europy. Eksploatacja kraju przez międzynarodowe korporacje, korupcja elit rządzących, słaba organizacja państwowa, ograniczona skuteczność wymiaru sprawiedliwości, niekorzystny klimat, zawirowania polityczne skutkujące licznymi przewrotami i wojnami, związane z tym liczne przemieszczenia ludności składają się na jeden poważny proces. On w połączeniu z coraz bardziej otwartą polityką przywódców Starego Kontynentu do dziś stanowi poważną mieszankę wybuchową mającą doprowadzić nie tylko do dalszej kolonizacji ekonomicznej, ale i również do zniszczenia odrębności narodowych i kulturowych na rzecz „wielorasowego społeczeństwa”.

„Podczas przestrzegania dumpingu socjalnego, wykreowany zostaje zatem „nisko-kosztowy” rynek pracy pełen „pozbawionych dokumentów” i „nisko wykwalifikowanych”, funkcjonujących jako prowizorka „gniazda wszystkich branż”. Tak więc wielki biznes wyciągnął rękę ku skrajnej lewicy, najpierw celując w demontaż państwa socjalnego, uznanego za zbyt kosztowne, a później zabijając państwo narodowe, uznane za zbyt archaiczne.”

(...)

Polska nie ma tak naprawdę żadnego interesu w przyjmowaniu kolejnych tysięcy imigrantów, mało nam jeszcze imigrantów wojennych z Ukrainy, Cyganów i Czeczenów, żeby przyjmować kolejne 2 tysiące z krajów arabskich. Zaś jeśli mamy już kogoś sprowadzać i pomagać, to przede wszystkim polskich repatriantów, którzy swoją Ojczyznę musieli opuścić pod lufami karabinów NKWD w czasie II wojny światowej i zostali deportowani do dawnych republik azjatyckich ZSRS oraz Polaków z Donbasu, którym w dobie toczącej się wojny grozi pewna śmierć. Jeśli usłużni janczarowie demoliberalizmu twierdzą, że uda się brak kilku milionów Polaków uzupełnić sprowadzaniem imigrantów z obcego kręgu kulturowego, asymilacją i stopniowym faworyzowaniem na rynku pracy, to głęboko się mylą.

(...) Spotykamy się nieraz z argumentami, że skoro sprzeciwiamy się afrykańskiej, islamskiej i ukraińskiej imigracji do naszej Ojczyzny, to powinniśmy również sprzeciwiać się coraz większej liczbie Polaków wyjeżdżających za chlebem. Zakrawa to na hipokryzję, ponieważ to nie ruch nacjonalistyczny jest odpowiedzialny za emigrację naszych rodaków, tylko ruina gospodarcza Polski (wyprzedany całkowicie przemysł, zamykanie sektora górniczego, uzależnienie energetyczne, bezrobocie przekraczające 20% w niektórych regionach Polski i likwidacja nieopłacalnych zawodów, wprowadzanie przez parlament kolejnych absurdalnych podatków, rosnący dług publiczny)i brak jakichkolwiek perspektyw na uczciwą pracę. Dlatego ponad 2-3 miliona Polaków w ostatnich latach wyjechało na Zachód, żeby zarabiać pieniądze i poprawić stopę swojego życia, a nie domagać się praw socjalnych i przyznawania zasiłków, co charakteryzuje z kolei obcych kulturowo imigrantów.


Wychodzi na to, że lewica zdradziła interesy poszczególnych narodowych klas robotniczych z wielkim biznesem i imigrantami, co ma do dziś konsekwencje pokroju marksizmu kulturowego, antyklerykalizmu i antyrasizmu przy totalnym leseferyzmie gospodarczym i podporządkowaniu wobec UE, NATO i niebezpiecznej, sorosowskiej idei "społeczeństwa otwartego".
W polskim przypadku obecne przeżarcie SLD przez wielki biznes, od Palikota zaczęło się od paktu Jaruzelski - Rockefeller z 25 września 1985 r. oraz działania planu Soros - Balcerowicz - Sachs, a skończyło na Palikocie i innych mu podobnych w Zjednoczonej Lewicy i Ryszardzie Petru - Grozie, głoszącymi te same poglądy. Wychodzi na to, że kapitalizm i socjalizm, poza kombinacjami w rodzaju Chaveza, Allende czy Castro i pomysłami Poręby i Filipskiego, to dwie strony tej samej monety - materializmu.

Socjalizm był burżuazji potrzebny do eliminacji Katolickiej Nauki Społecznej dzięki dychotomii kapitalizm - socjalizm i przypisaniu jej odpowiednich cech, gdyż KNS zagrażała interesom kapitalistów.

Przykładem takiej korporacji jest Tesco z Gliwic, zatrudniające na swojej dystrybucji HR, jak np. Staffline czy Fast Service. Widziałem tam sporo Ukraińców, jako jej pracownik.
p1chrunch
 
Posty: 335
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Następna strona

Powrót do Gospodarka, inwestycje i biznes

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość