Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Czekamy na wasze informacje o inwestycjach w mieście. Jakie firmy są wizytówką Rybnika?

Moderator: Moderator

Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez p1chrunch Śr, 1 kwi 2015, 21:18

/za: gazetaprawna.pl/

"W każdym kraju o zdrowej strukturze gospodarki handel jest jednym z istotnych jej elementów. Małe sklepy lub rodzime sieci handlowe nie tylko zapewniają miejsca pracy, ale także są źródłem podatków dla budżetu państwa i lokalnych samorządów. W neokolonialnej III RP od początku wdrażano koncepcję faworyzowania obcego kapitału w tej dziedzinie. W zamian, w znakomitej większości zyski wypracowane przez pozostające pod kontrolą kapitału zagranicznego sieci handlowe transferowane są za granicę. W 1995 roku super- i hipermarkety oraz wszelkiego rodzaju galerie handlowe kontrolowały 4 proc. powierzchni handlowej. W 2000 r. było to już 10,5 proc. Pięć lat później 20,5 proc., a ostatnio ten odsetek dochodzi do 25 proc. Nie trzeba dodawać w czyich rękach się znajdują. Zamiast polskich firm w czołówce handlu mamy portugalski Jeronimo Martins (Biedronka), niemieckie Metro i Schwarz Group (Kaufland, Lidl) czy też francuskie Auchan i Carrefour. Tempo rozwoju sklepów wielkopowierzchniowych w Polsce było bardzo duże, nawet gdy porównamy je z krajami Europy Zachodniej, które przechodziły podobny proces w latach 70. i 80-tych XX wieku. Dla przykładu powstanie w Polsce 150 hipermarketów trwało u nas 6–7 lat, w Hiszpanii aż 20.

Kiedy hipermarket opanuje już w dużym stopniu rynek spożywczy w danym miejscu, ma wolną rękę jeśli chodzi o podnoszenie cen, wiedząc, że ludzie nie będą dojeżdżać kilometrami do najbliższej konkurencji. Tylko w 2014 r. zamknięto w Polsce ponad 7,1 tys. sklepów, w związku z czym ich liczba spadła z 314 tys. do 307 tys. Najwięcej zlikwidowano sklepów sprzedających sprzęt radiowo-telewizyjny i komputerowy (spadek o 6,2 proc.) oraz „warzywniaków” (5,94 proc.). W latach 2009-2014 zamknięto ogółem aż 67 tys. placówek. Zniknęła prawie jedna trzecia sklepów RTV i IT (z 7 tys. do niecałych 5 tys.) oraz 25 proc. spożywczych (ze 102 tys. do 76 tys.). Ciężkie czasy dla rodzimych drobnych detalistów są związane m.in. z agresywną ekspansją w naszym kraju dyskontów i hipermarketów, głównie opartych o zagraniczny kapitał. Całości obrazu dopełniają: absurdalny system podatkowy oraz faworyzowanie przez lokalnych kacyków (zwanych samorządowcami) obcych „zbawców” rynku pracy."
p1chrunch
 
Posty: 332
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez adamb Cz, 2 kwi 2015, 12:32

To wszystko prawda, ale nie cała.
Nie można zapominać także o tym, że w pierwszej dekadzie XXIw zwiększył się dostęp do internetu, a co za tym idzie gros osób dokonuje zakupów w sklepach, które tak naprawdę fizycznie nie istnieją... zwłaszcza jeśli chodzi o branżę RTV-AGD.
Avatar użytkownika
adamb
 
Posty: 967
Dołączył(a): So, 14 sty 2006, 17:09

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez piotrekdec Cz, 2 kwi 2015, 13:01

Nie można zapominać także o tym, że w pierwszej dekadzie XXIw zwiększył się dostęp do internetu(...)


nie wiem czy wiesz ale próbujesz to wytłumaczyć kolesiowi,
który także internet najchętniej chciałby jedynie polski, biały i katolicki : )
piotrekdec
 
Posty: 252
Dołączył(a): Wt, 20 lip 2010, 15:11

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez p1chrunch Cz, 2 kwi 2015, 13:46

Mieliśmy to za Fudalego, a za obecnego włodarza nie będzie inaczej. Nikt na razie nie widzi sukcesu, jaki odniosły kaszubskie Sierakowice, które oparły się wielkomiejsko - neokolonialnym modelom handlowym i mają dzięki temu lokalną sieć handlową, obejmującą 450 ludzi. Ja bym na jego miejscu powołał Skarb Miejski (coś na kształt Skarbu Państwa) z biurem planistycznym, sprzężonym z planem zagospodarowania przestrzennego i systematycznie dążył do wykupu poszczególnych obiektów, zmieniając je 1) w kina, browary, fabryki (taki klocek z amelinium i bruku to może różne rzeczy wytwarzać, nie tylko do kupna i sprzedaży się nadaje!) i sprywatyzował przez akcjonariat obywatelski lub stworzył 2) sieć handlową ZH "Szczupak", a następnie dałbym ją pod młotek, również na bazie ww. akcjonariatu (dajmy na te 51%), by rybniczanie systematycznie sobie kupowali ich akcje.

-------------------------------------------------

@piotrekdec

Nie będę ci docinał, ale człowiek się też dowiaduje wielu rzeczy po tym wszystkim i więcej doświadcza. Zresztą nawet z Deklaracji Trzeciej Pozycji, podpisanej przez NOP wypływa myśl, że "prawdziwy szacunek i miłość dla swojego narodu i rasy oznaczać musi szacunek dla innych narodów i ras." Natomiast nie widzę nic złego w tym, że Polanie (a po nich odrzański szczep Polan, niszczony przez Wielkich Morawian
- Ślężanie), którzy Germanów przepędzili aż za Łabę, przyjęli katolicyzm. Czasem odpoczynek po naszych kłótniach dobrze robi. Mamy tu Tatarów (o których polscy neokons nie pisną nic), Łemków i tak dalej...
p1chrunch
 
Posty: 332
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez adamb Cz, 2 kwi 2015, 14:14

p1chrunch napisał(a):Nikt na razie nie widzi sukcesu, jaki odniosły kaszubskie Sierakowice, które oparły się wielkomiejsko - neokolonialnym modelom handlowym i mają dzięki temu lokalną sieć handlową, obejmującą 450 ludzi.

Kpisz ? czy wydaje ci się, że inni nie potrafią myśleć ? nie wiem jak to nazwać :roll:
Sierakowice to WIOSKA z 7000 mieszkańców, a Ty piszesz, że oparła się cytuję "wielkomiejsko - neokolonialnym modelom handlowym" :lol:
Idąc tym tokiem myślenia można spokojnie powiedzieć, że - by nie sięgać zbyt daleko - tym trendom oparły się Jejkowice, Gaszowice, Orzesze i setki innych tego typu wsi.
Poza tym Twój przykład świadczy o tym, że w zasadzie co 15-ty mieszkaniec tej wsi pracuje w handlu- resztę sobie dopisz sam :wink:
Avatar użytkownika
adamb
 
Posty: 967
Dołączył(a): So, 14 sty 2006, 17:09

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez piotrekdec Cz, 2 kwi 2015, 17:30

Natomiast nie widzę nic złego w tym, że Polanie(...) przyjęli katolicyzm

widzę, że chyba nawet nie wiesz, że nie po drodze ci z nopem tylko raczej z bajdurzeniem oneru
bo nop to raczej neopoganie i tego typu mity
piotrekdec
 
Posty: 252
Dołączył(a): Wt, 20 lip 2010, 15:11

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez p1chrunch Cz, 2 kwi 2015, 23:15

– Miastem nie chcemy być, bo dla wsi jest więcej unijnych dotacji i programów pomocowych, a więc można zdobyć dodatkowe środki na rozwój. A choćby na kolej, którą razem z innymi samorządami chcielibyśmy w tej okolicy przywrócić. A dyskontów nie chcemy, bo zależy nam na tym, by nie rosło bezrobocie. Dziś wynosi ono w naszej gminie 8 proc., czyli sporo mniej niż średnia wojewódzka. A dzieje się tak także dlatego, że spora część mieszkańców pracuje w lokalnych sklepach. Nawet największy dyskont nie zatrudniłby ich wszystkich u siebie, a więc zamiast drobnej przedsiębiorczości, może nieprzynoszącej każdemu ogromnego majątku, miałbym tu kolejki do ośrodka pomocy społecznej – dodaje samorządowiec.


Podoba mi się podejście wójta tej gminy. Cała gmina to jakieś 15,5 tys. mieszkańców, nie tylko te 7. A że ma lokalne sklepy, to przecież wcale nie jest im drożej dzięki konkurencji. Ba, nadto nie ma tu mowy o umowach na, powiedzmy, 5/8 etatu (taką chciało mi dać Tesco), co generuje bezrobocie, tyle, że ukryte, bo w praktyce zarabia się dość mało, a jak ma się nadgodziny, to tacy "wielcy" pozwalają dorobić na płacę minimalną i tyle. Zaś podatki są odprowadzane w kraju, co jest plusem. :) I to jest wspaniałe: lokalność i różnorodność.

Sierakowice mają nawet swoją lokalną sieć handlową. Jej szefem jest 34-letni Michał Kuczkowski, który przyznaje, że nawet bez konkurencji Biedronek czy Lidlów biznes nie od początku szedł mu idealnie. – Najpierw to była hurtownia spożywczo-przemysłowa. W założeniu jej pomógł mi ojciec, który od kilkunastu lat prowadzi własny biznes – zajmuje się oknami. Był 2002 r., byłem młody, jeszcze studiowałem i niespecjalnie miałem rozeznanie, a więc po kilku latach okazało się, że hurtowania więcej kosztuje, niż zarabia – opowiada. – Wtedy zamieniłem ją na handel detaliczny. Widziałem, jak niektóre sklepiki działały bez zmiany od lat, jak nie dostosowywały się do nowości na rynku, i postanowiłem wykorzystać szansę. Tak w 2007 r. powstał nasz pierwszy sklep w centrum Sierakowic. Ruch był niezły, więc otwierałem kolejne. I tu muszę przyznać, że brak drapieżnej konkurencji ze strony dyskontów na początku mojej drogi, kiedy budowałem dystrybucję i zbierałem kapitał, dał mi szansę na to, by w ogóle zaistnieć na rynku – wspomina Kuczkowski.

Dziś sieć delikatesów Ribena to cztery sklepy w samych Sierakowicach, cztery w miejscowościach w okolicy, a w planach jest otwarcie co najmniej kolejnych dwóch. – Dziś, nawet jeśli pojawiłaby się Biedronka w naszej gminie, to nie byłaby już dla nas aż tak dużym zagrożeniem. Mamy markę, doświadczenie, oferujemy nowoczesny handel i różne produkty. A by ceny były konkurencyjne, działamy w grupie zakupowej, która wspólnie negocjuje ceny z producentami – opowiada przedsiębiorca. Ale zaraz dodaje, że jednak dla mniejszych sklepików konkurencja z dyskontami na pewno skończyłaby się źle. – Ale to, co robi nasz samorząd w obrębie jednej gminy, tak naprawdę powinno być robione przez rząd. Dziś mamy wolnoamerykankę, a na świecie działają regulacje dotyczące marketów. Nie tylko wolny rynek się liczy, ważne jest też dbanie o gospodarkę lokalną – podkreśla szef Ribeny.


Wyrazy uznania, bo takimi rzeczami zajmował się dotychczas Zofmar, Piotr i Paweł (z Łodzi, mają sklep w Żorach), czy też Alma, obecna u nas.

@adamb

– W naszej wsi mamy już prawie 7 tys. mieszkańców, w całej gminie jest ich 18,5 tys. Wszyscy są bardzo przedsiębiorczy i pracowici, lubią kupować, mają we krwi rzemiosło i własne biznesy. I dlatego łącznie wszystkich sklepów w samej tylko wsi mamy 148. I wszystkie dają sobie radę, mają ruch, klientów, płacą podatki – zachwala Tadeusz Kobiela, wójt Sierakowic. – Ale dzieje się tak, bo u nas nie było, nie ma i – tak długo jak samorząd i większość mieszkańców będą w tym zgodni – nie będzie żadnych lidlów, biedronek czy innych drapieżnych dyskontów. Nie ma mowy o tym, by się u nas rozpanoszyły – podnosi głos i widać, że ma ochotę uderzyć pięścią w stół. – Wielkie markety zainteresowane są tylko drenażem pieniądza z rynku i wyprowadzaniem go z Polski. U nas jeden u drugiego robi zakupy, korzysta z usług rzemieślniczych, a więc pieniądz zostaje na miejscu i tu jest inwestowany.


Przyznam mu rację. A ty?
A więc mieszkańców całej gminy jest więcej, ponad jedną trzecią jej wielkości. Mądrego wójta tam mają i sądzę, że gmina ta wkrótce będzie bogatsza niż Marklowice dzięki odprowadzanym podatkom przez te zakłady, nie to co Rybnik. :) Ponadto w Świerklanach pojawiło się niedawno Netto, a w Orzeszu Biedronka i Lidl.

Swego czasu np. odwiedzałem sklep RTV/AGD na 3 Maja naprzeciwko BPH i facet mówił mi, że ledwo przędzie z powodu sieciowej konkurencji w rodzaju myCenter, czy MediaMarktu. Lepiej jest ze sklepem na Prostej.

@piotrekdec:
Nie. Członkowie NOP nie są neopoganami i raczej przyjmą każdego nacjonalistę, nie tylko katolika, ale trzeba być nierozgarniętym, żeby nie widzieć, z jakiej cywilizacji się Europa wywodzi. Jedynymi neopogańskimi nacjonalistami byli Tejkowski i jego 15 - osobowa Polska Wspólnota Narodowa, powołana w 1994 roku. NOP raczej krytykowała PWN. A ONR zasadniczo dostał mocno w kość dzięki obecności koliberków w jego strukturze jako koordynatorów regionalnych tejże - mamy Winnickiego "Ślimaka", czy Holochera w jej strukturze. Koło przedwojennych ONR, RNR czy RRU (propolski, ze Śląska :D) toto nie stało. Hehe. :D
p1chrunch
 
Posty: 332
Dołączył(a): So, 15 sie 2009, 20:30

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez piotrekdec Pt, 3 kwi 2015, 11:02

to z jakiej się wywodzi? wyjaśnij nierozgarniętym,
a jakiegoś niedobitka "rewolucji marca 68", albo jego potomka też przyjmujecie? : )
zresztą już kiedyś o to pytałem ale odpowiedzi nie było
piotrekdec
 
Posty: 252
Dołączył(a): Wt, 20 lip 2010, 15:11

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez meinland Pt, 3 kwi 2015, 21:14

p1chrunch napisał(a):Podoba mi się podejście wójta tej gminy. Cała gmina to jakieś 15,5 tys. mieszkańców, nie tylko te 7. A że ma lokalne sklepy, to przecież wcale nie jest im drożej dzięki konkurencji. Ba, nadto nie ma tu mowy o umowach na, powiedzmy, 5/8 etatu (taką chciało mi dać Tesco), co generuje bezrobocie, tyle, że ukryte, bo w praktyce zarabia się dość mało, a jak ma się nadgodziny, to tacy "wielcy" pozwalają dorobić na płacę minimalną i tyle. Zaś podatki są odprowadzane w kraju, co jest plusem. :) I to jest wspaniałe: lokalność i różnorodność.

No właśnie nie do końca. Niedawno był o tej gminie artykuł w Gazecie Wyborczej i tam generalnie też było optymistycznie, że gmina oparła się dyskontom, ale wypowiedzi mieszkańców wskazywały jasno - na większe zakupy i tak jeżdżą do Kartuz czy innych miejscowości, gdzie jest Biedronka. W tych małych sklepach jest po prostu drożej. Natomiast na odwrót jest z zarobkami: w dyskontach wbrew powszechnemu mniemaniu (wywodzącemu się z naprawdę strasznych historii sprzed lat) pracuje się dobrze i za godziwą płacę. W Lidlu na wejście pracownik ma 2 tys. netto - według mnie to sporo. Teraz dodatkowo Lidl da wszystkim kierownikom sklepów Skody Fabie do prywatnego (!) użytku. Niewiele gorzej jest w Biedronce czy Aldiku (no, może prócz aut). A w małych lokalnych sklepikach? Zazwyczaj niestety minimalna krajowa albo gorzej - umowa zlecenie czy wręcz praca na czarno. Też niedawno w Wyborczej był taki cykl o Ukrainkach pracujących w Polsce. One zazwyczaj trafiały do takich właśnie małych sklepików, gdzie dostawały w porywach 800 zł na rękę...

Jeśli zaś chodzi o podatki to w Sierakowicach na jednego mieszkańca przypada zaledwie 22 zł podatku CIT. Na tle powiatu kartuskiego, w którym leży, to średnia wartość. Kartuzy (z marketami) mają dwa razy więcej. Wynika to z tego, że w handlu generalnie prawie w ogóle nie ma zysków, a podatki jak wiadomo płaci się od zysku. Ludziom się wydaje, że każdy market przynosi nie wiadomo jakie kokosy, ale tak nie jest. Nie bez powodu niektóre duże sieci handlowe już się zwijają, a nie rozwijają (np. Real). Rynkiem zawładnęły teraz dyskonty, ale na nie też przyjdzie kolej.
meinland
 
Posty: 690
Dołączył(a): So, 11 paź 2008, 17:16

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez superelektro So, 4 kwi 2015, 08:01

meinland, pomijając fakt że jestem zagorzałym przeciwnikiem wszelkich podatków to akurat podatek CIT czy PIT a ogólnie dochodowy kompletnie nie oddaje rzeczywistego dochodu firmy, i coś o tym wiem. Księgowy dla którego 2+2 nie zawsze musi dać wynik 4 zrobi z tym co zechce i nie trzeba w tym celu być geniuszem ekonomii. Dość napisać że bodaj że w 2002 roku cała sieć Tesco zapłaciła w najjaśniejszej coś około 20 zł podatku dochodowego. VAT też tego nie załatwia. Jak się okazuje najlepsze są stare sprawdzone rozwiązania. Podatek tzw. obrotowy albo inaczej przychodowy który chociaż byś sprzedawał ze stratą to i tak musisz zapłacić. Przemawia za nim również prostota liczenia. Ja to jeszcze pamiętam. Deklaracja miała wielkość połowy kartki z zeszytu i zawierała 2 pozycje. Kwotę przychodu i kwotę podatku. Żadnych zwolnień, odliczeń itp. Sprzedałeś => masz zapłacić. Krótko przed zmianą na VAT wynosił 1% przychodu i płacili go wszyscy, nie było zmiłuj. Nie wiem co za baran ( bez obrazy rogacizny ) był zwolennikiem komplikacji tak prostych zasad z obecnym skutkiem. Tym bardziej że VAT obowiązujący w naszym biednym kraju nijak się ma do jego zasady. Dziesiątki wyłączeń, ograniczeń zakazów itp. A celem jego wprowadzenia miała być zasada że całość podatku naliczonego przy nabyciu podlega odliczeniu przy sprzedaży. I tak na początku było. Ale bardzo szybko zaczęły pojawiać się kolejne ograniczenia i zakazy odliczeń i w rezultacie mamy obecnego potworka który doprowadził do tego że obiad w restauracji jest opodatkowany stawką 8%, ale jeżeli zamówi się do niego napój owocowy czy chociażby wodę mineralną to całość wtedy musi być opodatkowana 23%. Totalna paranoja, żeby nie napisać mocniej. Jeżeli coś jest dobre i działa to trzeba to jak najszybciej sp....ć, taka zasada jak widać przyswieca kolejnym ministrom finansów i zatrudniającym ich premierów.
superelektro
 
Posty: 343
Dołączył(a): Wt, 20 wrz 2011, 13:59

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez Afordancja So, 4 kwi 2015, 11:19

@superelektro
(Domniemam) że chodzi o to, że mamy po prostu za dużo oszustów ;)
Płacąc np. 1% od przychodów, wystarczy, że nie wykażesz faktury i nie musisz płacić, kupującej firmie do niczego ta faktura też nie jest potrzebna, i już nagle nie masz obrotów.
Gdy płacisz od zysków, kupującemu jest potrzebna faktura aby wykazać koszty, więc wystarczy prosta kontrola krzyżowa i już mamy złapanego oszusta.
Co do VAT to pełna zgoda, pokręcili prostą sprawę, trzeba po prostu wprowadzić jedną stawkę dla wszystkiego i tyle, wiem, że to podniesie ceny żywności, ale uprości wiele.
(Żale się:P ) Streszczenie walki o pół bańki opis
Avatar użytkownika
Afordancja
 
Posty: 862
Dołączył(a): Wt, 31 maja 2011, 11:27

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez adamb So, 4 kwi 2015, 14:33

Afordancja napisał(a):Płacąc np. 1% od przychodów, wystarczy, że nie wykażesz faktury i nie musisz płacić, kupującej firmie do niczego ta faktura też nie jest potrzebna, i już nagle nie masz obrotów.
Gdy płacisz od zysków, kupującemu jest potrzebna faktura aby wykazać koszty, więc wystarczy prosta kontrola krzyżowa i już mamy złapanego oszusta.

Na pierwszy rzut oka można by przyznać rację... ale gdy pomyslimy trochę dłużej to:
- jest obowiązek posiadania kasy fiskalnej (w coraz większej ilości branż), a przez co istnieje obowiązek wydawania paragonu.
- klienci powinni posiadać paragon (dowód zakupu) do celów gwarancyjnych
- gros klientów płaci kartą, więc ukrywanie obrótów w zestawieniu z płatnościami na konto jest baaaardzo mocno ryzykowne.
To jesli chodzi o klientów indywidualnych, a w przypadku podmiotów gospodarczych istnieje przepis o maksymalnej kwocie obrotu gotówkowego (15.000e) - więc mamy taką samą sytuację jak w przypadku karty.

W XXIw przy wszystkich zdobyczach techniki/elektroniki takie ukrywanie obrotów można łatwo i szybko wyłapać... wystarczy "odciążyć" aparat skarbowy durną bezproduktywna pracą polegającą na wyszukiwaniu błędów w "papierach" oraz szukaniu niekorzystnych dla podatnika intrepretacji przepisów, a zamiast tego skierować ich w teren i niech sprawdzają np. wydawanie dokumentów sprzedaży.


I jeszcze jedno: piszesz o tym, że (w starym podatku obrotowym) klient nie potrzebuje faktury, a teraz np. jaki klient potrzebuje rachunek na np. usługi budowlane ? prawie żaden... po zniesieniu ulg :wink:
Avatar użytkownika
adamb
 
Posty: 967
Dołączył(a): So, 14 sty 2006, 17:09

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez Afordancja So, 4 kwi 2015, 15:36

adamb napisał(a):Na pierwszy rzut oka można by przyznać rację... ale gdy pomyslimy trochę dłużej to:
- jest obowiązek posiadania kasy fiskalnej (w coraz większej ilości branż), a przez co istnieje obowiązek wydawania paragonu.
- klienci powinni posiadać paragon (dowód zakupu) do celów gwarancyjnych
- gros klientów płaci kartą, więc ukrywanie obrótów w zestawieniu z płatnościami na konto jest baaaardzo mocno ryzykowne.
To jesli chodzi o klientów indywidualnych, a w przypadku podmiotów gospodarczych istnieje przepis o maksymalnej kwocie obrotu gotówkowego (15.000e) - więc mamy taką samą sytuację jak w przypadku karty.


Tak klienci indywidualni są po części "załatwieni", ale sądząc po tym, że u nas też chcą zorganizować loterię paragonów, wniosek z tego, że nie dostatecznie dobry.
co do 15 000 euro, załóżmy, że jesteśmy obydwaj firmami, ja kupuję od Ciebie hm.. komputery, Ty mnie pytasz czy musisz wystawiać fakturę, jak nie to dostanę drobny rabat...nie ma problemu ;) , płacimy gotówką, ja nie mam kosztu bo nie muszę go wykazać, a Ty nie masz przychodu, baa, nie ma żadnej gotówki ;)

adamb napisał(a):W XXIw przy wszystkich zdobyczach techniki/elektroniki takie ukrywanie obrotów można łatwo i szybko wyłapać... wystarczy "odciążyć" aparat skarbowy durną bezproduktywna pracą polegającą na wyszukiwaniu błędów w "papierach" oraz szukaniu niekorzystnych dla podatnika intrepretacji przepisów, a zamiast tego skierować ich w teren i niech sprawdzają np. wydawanie dokumentów sprzedaży.


Pełna zgoda.


adamb napisał(a):I jeszcze jedno: piszesz o tym, że (w starym podatku obrotowym) klient nie potrzebuje faktury, a teraz np. jaki klient potrzebuje rachunek na np. usługi budowlane ? prawie żaden... po zniesieniu ulg :wink:

Ja piszę o relacjach firma z firmą, a nie o relacji firma osoba fizyczna, ale racja.

PS.
Swoją drogą, nawet myślę, że nie trzeba w ogóle żadnego CITu, bo przecież i tak to płaci de facto klient, czyli osoba fizyczna. (nie przemyśliwałem tego głębiej ;) )

2013 wpływy do budżetu:
CIT 29
PIT 73
VAT 113
Akcyza 60
(Żale się:P ) Streszczenie walki o pół bańki opis
Avatar użytkownika
Afordancja
 
Posty: 862
Dołączył(a): Wt, 31 maja 2011, 11:27

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez adamb So, 4 kwi 2015, 17:52

Afordancja napisał(a):co do 15 000 euro, załóżmy, że jesteśmy obydwaj firmami, ja kupuję od Ciebie hm.. komputery, Ty mnie pytasz czy musisz wystawiać fakturę, jak nie to dostanę drobny rabat...nie ma problemu ;) , płacimy gotówką, ja nie mam kosztu bo nie muszę go wykazać, a Ty nie masz przychodu, baa, nie ma żadnej gotówki ;)

Pytanie do czego te komputery ? jesli do własnych potrzeb (firmy) to ok, ale jeśli do dalszej odsprzedaży to ktoś Cię może zapytać skąd je masz :wink:

Generalnie wszystko można uprościc tylko po co ?
... lepiej jak jest skomplikowane prawo podatkowe, bo można łatwiej wodzić podatnika za nos i obdzielać domiarami, karami itd.
Avatar użytkownika
adamb
 
Posty: 967
Dołączył(a): So, 14 sty 2006, 17:09

Re: Jak niszczy się polski handel po 1989 roku?

Postprzez anty.fudali So, 4 kwi 2015, 18:21

Kiedyś czytałem o kraju,w którym to ludzie sprzeciwili się obniżeniu podatków. Niestety obecnie nie potrafię sobie przypomnieć,który to był. Próby oszukiwania co do podatków są tam źle widziane i to jest właśnie jedyny model,który ma rację bytu. Nie będę się wypowiadał nad konkretną formą,ale wiem jedno,podatki powinny być niskie i proste. To z jednej strony ogranicza oszustwa,bo zwyczajnie przy drobnych kwotach nie warto kombinować,z drugiej upraszcza nadzór,a więc także ogranicza wydatki z tychże podatków. Czy to się da zrobić? Oczywiście,w Polsce masa kasy jest tracona na nie wiadomo co. Masę wydatków da się zmniejszyć. Poza tym obniżenie podatków rozwija gospodarkę,więcej biznesów zaczyna się opłacać,a nawet zagraniczne biznesy miałyby motywację,by to u nas wykazywać zyski (a nie jak obecnie,gdy firmy uciekają np. do GB). W efekcie w dalszej perspektywie nawet niższe podatki dawałyby solidne dochody. Prawda jest taka,że jeśli systemu podatkowego nie będziemy mieli konkurencyjnego co najmniej w stosunku do najlepszych europejskich,to świetlana przyszłość nas nie czeka.
anty.fudali
 
Posty: 121
Dołączył(a): Śr, 27 sie 2014, 10:52

Następna strona

Powrót do Gospodarka, inwestycje i biznes

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość